TURCJA

sierpień 2011

To był wyjazd całkiem wypoczynkowy. W Polsce lato w tym roku zupełnie się nie udało. Było zimno, mokro i nieprzyjemnie. Na początku lipca pogoda był najwyżej kwietniowa. Potem zrobiło się prawie tropikalnie. Niby w miarę ciepło, ale deszcz padał całymi dniami. To było pierwsze lato, które pamiętam, kiedy pod koniec sierpnia trawniki były bujnie zielone, jak w maju zamiast typowych dla tej pory roku, spalonych przez słońce, pożółkłych źdźbeł.

Postanowiliśmy wyjechać. Pan w zaprzyjaźnionym biurze podróży znalazł dla nas ofertę – wyjazd za tydzień, cztery godziny na podjęcie decyzji. Nie mając doświadczenia w zorganizowanych wyjazdach, żadnych specjalnych oczekiwań (oprócz terminu i ceny) ani żadnych lepszych pomysłów na wakacje, zdecydowaliśmy się od razu. Turcja. Było pewne, że się wygrzejemy, a i nudzić się nie powinniśmy.

Jako, że przede wszystkim chcieliśmy odpocząć założenie wyjazdu było proste: co drugi dzień całodniowa wycieczka, a pozostały czas spędzamy na hotelowym basenie. Ten plan się nawet sprawdził, chociaż pod koniec pobytu nie mogliśmy się już doczekać powrotu do domu. Czyżbyśmy jednak mieli za mało wrażeń?

Podczas dwóch tygodni pobytu w Turcji udało nam się zobaczyć ruiny Efezu, grecką wyspę Kos, Bodrum wraz z twierdzą Joannitów i kilka pomniejszych okolicznych ciekawostek. Wiktor i Marcel jednak najlepiej się czuli na statku, którym płynęliśmy wzdłuż wybrzeża. Z niecierpliwością oczekiwali kolejnych postojów, żeby z najwyższego pokładu skoczyć w otchłań morza.

Kornel dobrze czuł się wszędzie, na każdym kroku adorowany, zaczepiany i przytulany przez przypadkowych przechodniów.

A po powrocie? Po powrocie szara rzeczywistość. Szkoła. Teraz już dwaj uczniowie rozpoczęli nowy rok.

POWRÓT