HISZPANIA, WŁOCHY

styczeń 2015

HISZANIA WŁOCHY

Tegoroczne ferie zimowe upłynęły nam pod znakiem poznawania Europy. Trasa była dość przypadkowa – spontanicznie wyznaczona przez promocje lotnicze.

Pierwszym naszym celem stała się Barcelona. W ciągu trzech dni pobytu udało nam się zobaczyć wszystkie sztandarowe zabytki architektoniczne tego miasta, które nawet na dzieciach robią ogromne wrażenie, odróżniając się zasadniczo od budowli oglądanych na co dzień. Nie zapomnieliśmy również o wybitnie „dziecięcej” atrakcji – oceanarium. Jeden dzień spędziliśmy na wycieczce do Figueres, gdzie zwiedziliśmy muzeum Salvadora Dali. Ku naszemu zaskoczeniu, Dali, mimo swoich różnych dziwactw nie przypadł chłopcom szczególnie do gustu. Dużo bardziej podobała im się przejażdżka po nadmorskich serpentynach.

Z Barcelony polecieliśmy do… Rzymu. Wieczne miasto ze swoimi starożytnymi zabytkami okazało się miejscem bardzo działającym na wyobraźnię. Towarzyszył temu entuzjazm kulinarny – codziennie można było jeść pizzę! Kornel nawet zupełnie spontanicznie nauczył się kilku włoskich słów, czym „rozbrajał” obsługę hotelową.

Wreszcie nadszedł czas na punkt kulminacyjny naszego krótkiego wypadu na południe Europy - Neapol, a dokładnie jego wulkaniczne okolice. Pompeje o tej porze roku niemal zupełnie puste sprawiały wrażenie autentycznie wyludnionego, martwego miasta. Górujący nad nimi Wezuwiusz wydawał się taki niewinny… Do czasu, aż następnego dnia stanęliśmy na jego szczycie… Przyprószony śniegiem, owiewany mroźnymi masami powietrza usiłującymi zdmuchnąć nas w przepaść, z całkiem dużym kraterem w porównaniu do tych, które widzieliśmy wcześniej… I również pusty. Wyobrażaliśmy sobie te tłumy turystów, które spacerują wokół krateru latem i cieszyliśmy się, pomimo niesprzyjającej pogody, że jesteśmy tu właśnie teraz – zimą.

Ostatnim punktem programu w okolicach Neapolu był stosunkowo mało znany, całkiem niepozorny, niziutki wulkan, Solfatara di Pozzuoli. Ciężko go nawet określić górą. To ogromny krater w środku małej miejscowości. Z daleka wygląda jak kamieniołom. Z bliska – jak przedsionek piekła. Śmierdzące fumarole, żółta, rozgrzana do miękkości siarka, bulgoczące, wrzące błoto. To wszystko można znaleźć zaledwie godzinę drogi pociągiem od głównego dworca w Neapolu.

Tym sposobem w ciągu zaledwie 1.5 tygodnia przekonaliśmy się o ogromnej różnorodności atrakcji, jakie ma do zaoferowania południowa Europa. Obejrzeliśmy je bardzo wybiórczo, ale najważniejsze, że ciekawie i przyjemnie spędziliśmy czas.






























































































































































































































































































































POWRÓT